Historie Przodkow,  Rodzinne Miejsca

Szymon Błachowicz czyli podróże w czasie najodleglejsze…

Kiedy rozpoczynałam moją przygodę z genealogią, ciekawiło mnie bardzo jak daleko w czasie uda mi się cofnąć w moich poszukiwaniach.
Zadawałam sobie pytanie z jakiej epoki pochodzić będą moi najstarsi, najodleglejsi w czasie, a znani z imienia i nazwiska antenaci? Kto okaże się moim najstarszym poznanym przodkiem? Czy będą to czasy zaborów czy jeszcze wolnej I-szej Rzeczpospolitej?

Na początku marzeniem był wiek XIX-ty i każde kolejne pokolenie, które udało mi się „odkryć”. Ale jak wiadomo – apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc z czasem pojawiła się chęć poszukiwań w bardziej odległych czasach…

Większość poszukiwaczy odtwarzających historię swoich rodów zgodzi się pewnie ze mną, że odnajdowanie przodków do mniej więcej początku XIX wieku nie stanowi zwykle większego problemu. Od 1808 roku na terenie Księstwa Warszawskiego, a potem także Królestwa Polskiego, obowiązywał tzw. Kodeks Napoleona. Zestaw reguł mających niebagatelne znaczenie dla rozwoju prawa cywilnego w Europie. Kodeks ten wprowadził szereg nowych przepisów, regulacji i obowiązków – między innymi ten, by wszystkie narodziny, śluby i zgony zapisywane były w księgach cywilnych. I co niezmiernie ważne – w szczegółowo określony sposób. Myślę, że za te właśnie regulacje nasza genealogiczna brać jest Napoleonowi i jego doradcom ogromnie wdzięczna :-).
Podobne przepisy dotyczące metryk były z czasem stosowane także w zaborze pruskim. W zaborze austriackim proboszczowie mianowani zostali urzędnikami stanu cywilnego patentem cesarskim jeszcze wcześniej, bo w marcu 1782 r.

Można więc rzec, że jeśli tylko XIX-wieczne księgi metrykalne z miejscowości, gdzie mieszkali nasi przodkowie zachowały się, nie powinniśmy mieć większych problemów z odtworzeniem drzewa genealogicznego naszej rodziny. Kłopoty mogą pojawić się gdy księgi uległy zniszczeniu, gdy nasi antenaci często przeprowadzali się lub zmienili nazwisko. O problemie zmiany nazwisk pisałam tutaj.
Jednak i z tymi problemami zwykle można sobie poradzić. W archiwach często dostępne są XIX-wieczne księgi ludności, dokumenty spisów powszechnych, księgi hipoteczne czy sądowe. Mogą być one wielce pomocne przy rozszyfrowywaniu bardziej skomplikowanych rodzinnych historii.

Poszukiwania moich przodków nie zawsze były łatwe. Czasem na dobrych kilka czy kilkanaście miesięcy „utknęłam” w jakimś miejscu, fragmencie rodzinnych dziejów. Dziś jednak mogę z radością pochwalić się, że we wszystkich moich rodzinnych „gałęziach” udało mi się odtworzyć dzieje przodków do co najmniej początku XIX stulecia.

A co z wcześniejszymi czasami? Mówiąc najprościej – im dalej w przeszłość, tym trudniej. Co prawda przed wprowadzeniem Kodeksu Napoleona, proboszczowie każdej patrafii zobowiązani byli przez Sobór Trydencki (1545-1563) do prowadzenia ksiąg metrykalnych. Robili to jednak z bardzo różną pieczołowitością i na różne, mniej lub bardziej dokładne, sposoby.

Już bardziej konkretnie na terenie I-szej Rzeczpospolitej, do prowadzenia ksiąg zobowiązał polskie duchowieństwo tzw. Rytuał Piotrkowski. Dokument ogłoszony we wszystkich diecezjach polskich w 1631 r. Od tego roku obowiązkiem proboszczów stało się prowadzenie ksiąg chrztów/urodzeń, ślubów i pogrzebów/zgonów. Jednak zwykle duchowni nie tworzyli kopii tych dokumentów i często jedyne ich wersje niszczone były potem przez dziejowe zawieruchy lub po prostu przez niewłaściwe przechowywanie…
Niejednokrotnie w dokumentach są spore luki czasowe. Spotykałam się także z tym, że proboszczowie spisywali listy osób urodzonych czy zmarłych w danym roku podając tylko imiona. Brakuje nazwisk czy nawet imion rodziców… Z takiej listy nie dowiemy się nigdy czy jeden z dziesięciu Józefów urodzonych w 1760 roku mógł być naszym przodkiem…

Ażeby uzmysłowić wszystkim „nie-genealogom” różnice między aktami sprzed 1808 roku, a tymi powstałymi później, pozwalam sobie zamieścić poniżej dwa przykłady dokumentów metrykalnych. Starszy pochodzi z parafii Chmielnik z 1739 roku, młodszy z parafii Skalbmierz z 1835 roku. Różnica ogromna…

Księga metrykalna parafii Chmielnik z 1739 roku
Księga metrykalna parafii Chmielnik z 1739 roku
Akt urodzenia z parafii Skalbmierz z 1835 roku
Akt urodzenia z parafii Skalbmierz z 1835 roku

Sto lat czasu przyniosło niesamowite zmiany. Mamy dokładne informacje o rodzicach, miejscu i dacie urodzenia, chrzestnych, świadkach itd. Docierając do tego typu dokumentu możemy dowiedzieć się dużo więcej i z łatwością szukać dalej. XVIII-wieczne metryki zawierają znacznie mniej informacji… I niestety nie zawsze są dostępne / zachowane.
Pisząc o dostępności mam na myśli sytuację, z którą pewnie niejeden z poszukiwaczy zetknął się; stare księgi są przechowywane w kancelariach parafialnych, ale zarządzający nimi proboszczowie nie zgadzają się na ich udostępnienie…

Nie jest zatem łatwo prowadzić poszukiwania przed 1808 rokiem… Mimo to warto próbować, bo odnalezienie przodków z XVIII czy XVII wieku jest nadal możliwe!
Znam wyniki poszukiwań zaprzyjaźnionych genealogów, którzy odnaleźli swych antenatów nawet w XVI stuleciu! I nie były to bynajmniej rodziny szlacheckie. Warto bowiem wspomnieć – krótka dygresja dla nie-genealogów – że zwykle łatwiej poszukuje się przodków w rodzinach pochodzących ze stanu szlacheckiego. Szczególnie jeśli należeli do tzw. szlachty wylegitymowanej. Rodziny szlacheckie miały bowiem już w XVIII czy XIX wieku pięknie rozpisane drzewa genealogiczne, a także potwierdzające je dokumenty. Dokumentacja ta w dużej mierze zachowała się do naszych czasów w archiwach (nie tylko domowych ale i państwowych).

Ja, niestety, na chwilę obecną nie mogę pochwalić się aż tak daleko w czasie sięgającymi odkryciami. W moim przypadku, najodleglejsi odnalezieni przodkowie, pochodzą z końca XVII stulecia. Oczywiście mam cały czas nadzieje, że uda mi się jeszcze dotrzeć do starszych dokumentów… Cały czas szukam…

Pozwólcie zatem, że po tym dość długim wstępie, przedstawię Wam Szymona Błachowicza (Blachowicza lub Błachowiczka) – oto mój najstarszy, potwierdzony dokumentami, przodek!

Szymon urodził się około 1690 roku w miejscowości Dmenin i jest „najodleglejszym” z moich bezpośrednich antenatów (10 pokoleń wstecz – 8xpradziadek). Nie mam o Nim z oczywistych względów wielu informacji. Księgi parafialne z XVII i XVIII wieku z Dmenina (województwo łódzkie, powiat radomszczański) zachowały się wybiórczo. Niektóre roczniki dotrwały do naszych czasów, inne nie. Wiem z pewnością, że w 1735 roku Szymon poślubił Mariannę Kępę, a rok pózniej urodził się im syn, mój kolejny przodek – Antoni. Szymon zmarł w 1746 roku w wieku około 56 lat.

Akt urodzenia Antoniego Blachowiczka z 1736 roku
Akt urodzenia Antoniego Blachowiczka z 1736 roku

Miejscowość Dmenin istniała z pewnością już w XIV wieku. Archeolodzy potwierdzają jednak osadnictwo na jej terenie nawet dwieście, trzysta lat wcześniej… Czy zatem przodkowie Szymona żyli tam od stuleci? Czy może zawierucha po potopie szwedzkim skierowała ich w tamte strony? Pewnie ciężko będzie mi to definitywnie stwierdzić. Akt urodzenia Szymona niestety nie zachował się do naszych czasów, nie jestem zatem w stanie poznać Jego rodziców. W każdym razie nazwisko Błachowicz / Błachowiak (w różnych formach) pojawia się w okolicach Dmenina już wcześniej. Zakładam zatem, że przodkowie Szymona pochodzili z tamtych terenów. Na przykład w niedalekiej (około 30 km od Dmenina) Kruszynie nazwisko Błachowicz bylo zapisywane w księgach parafialnych już na początku XVII stulecia. Tak samo w jeszcze bliższych (ok. 20 km) Wielgomłynach. Mogę zatem założyć, że Błachowiczowie pochodzili z tamtych terenów, z pogranicza obecnych województw śląskiego i łodzkiego.

Podążając tropem nazwiska żony Szymona – Marianny Kępy – trafiam w te same miejsca. Nazwisko Kępa pojawia się w pierwszej połowie XVII wieku zarówno w Dmeninie jak i w Kruszynie, ale też np. w Krzepicach. Slub para ta wzięła co prawda w parafii Dmenin, ale i przodkowie Marianny mogli do tej miejscowości kilkadziesiąt lat wcześniej przybyć…

Kim był Szymon? Pewnie rolnikiem albo wiejskim rzemieślnikiem, być może poddanym ówczesnych właścicieli tych ziem – rodzinny Denhoffów. Denhoffowie od 1620 roku byli właścicielami zarówno Kruszyny, jak i dóbr w obecnym powiecie radomszczańskim. Ziemie te wcześniej należały do Koniecpolskich, ale właśnie w 1620 roku przeszły jako wiano Aleksandry Anny Koniecpolskiej w posiadanie rodu Denhoffów. Kilka lat później Kacper Denhoff mąż Aleksandry rozpoczął w Kruszynie budowę pałacu – magnackiej rezydencji, która w czasach swej świetności mogła równać się np. z tą, znaną nam wszystkim, w Łańcucie.
Już od roku 1616 Kacper był starostą wieluńskim i radomszczańskim. To tłumaczyłoby także ewentualne „przemieszczanie” się miejscowej ludności między Dmeninem czy Kruszyną. W obrębie dóbr jednego właściciela czy zarządzającego, zmiany miejsca pobytu jego poddanych nie należały do rzadkości…

Pałac w Kruszynie - stan obecny
Pałac w Kruszynie na dzień 11.04.2019

Czy przodkowie Szymona i Marianny brali udział w budowie pałacu? Czy byli świadkami licznych uroczystści, które w nim się odbywały? W 1630 roku posiadłość Denhoffów odwiedził król Zygmunt III Waza, osiem lat później jego syn Władysław IV. Po uroczystych zaślubinach króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego z Eleonorą Habsburg na Jasnej Górze w 1670 roku Kruszyna była miejscem pierwszej części ich uroczystości weselnej. Po śmierci króla Michała w 1673 roku królowa-wdowa Eleonora zamieszkała na pewien czas w Kruszynie, zanim opuściła Polskę na dobre. W 1683 roku podczas wyprawy na Wiedeń odpoczywał tu król Jan III Sobieski. Czy sam Szymon był w 1701 roku świadkiem ślubu Joanny Denhoff ze Stefanem Leszczyńskim?

Dużo działo się w tamtych czasach na terenach wokół Dmenina i Kruszyny… Często wyobrażam sobie zatem moich antenatów jako nigdzie niezapisanych świadków tamtych wydarzeń. Nie wiem czy w bardzo skromnym i zapewne pełnym znoju życiu codziennym moich pra… był w ogóle czas na zastanawianie się nad tym co dzieje się wokół nich? Co dzieje się na świecie? Ale z drugiej strony to przecież ludność wiejska przez wieki snuła opowiści o dawnych wydarzeniach, tworzyła podania o zamkach, księżniczkach, rycerzach i zbójach… Wyobrażam sobie zatem, że i mały Szymon w długie zimowe wieczory, siedząc skulony przy ciepłym piecu słuchał historii o pałacach, królach, bitwach, husarach i skarbach przez nich zdobytych…

W 2019 udało mi się odwiedzić zarówno Kruszynę jak i Dmenin. Dmenin to niewielka wieś liczącą zaledwie kilkuset mieszkańców. Jedynym chyba miejscem, obiektem, jaki przejeżdżający tamtędy turysta może zwiedzić, jest kościół. Podczas moich podróży „śladami przodków” wiele razy przekonałam się, że to właśnie kościoły są jedynymi miejscami, budynkami, które w jakiś sposób mogą być ogniwem łączącym ich i nasze czasy. Odległe wieki i teraźniejszość…
Domy, ulice, szkoły, sklepy, karczmy często ulegały zniszczeniom – przez wojny, pożary czy po prostu czas. Kościoły jednak, przebudowywane, restaurowane, ale w większości dortwały do naszych czasów…

Obecny kościół w Dmeninie został wybudowany, czy dokładniej sprawę ujmując, przebudowany w 1748 roku. Miało to miejsce już po śmierci Szymona, ale za życia jego syna Antoniego. Nowy kościół zawiera jednak elementy poprzedniej budowli; prezbiterium i zakrystie. Szczególnym przeżyciem było dla mnie przebywanie w miejscu tym, które moi przodkowie prawie trzysta lat wcześniej mogli oglądać, podziwiać tak jak ja teraz. W miejscu, które wiązało się w nierozerwalny sposób z ważnymi momentami ich życia. Bo przecież chrzty, śluby, pogrzeby, wszelkie święta – to z pewnością dla naszych przodków były momenty arcyważne…

Kościół w Dmeninie
Kościół w Dmeninie
Tablica zawierająca informacje fundacyjne - Kościół w Dmeninie
Tablica zawierająca informacje fundacyjne – Kościół w Dmeninie

Niezwykle piękne są to chwile, kiedy dane jest nam odwiedzić rodzinne miejsca, małe miejscowości i duże miasta rozsiane po Polsce, a może nawet po świecie… Miejsca, o których istnieniu może nawet wcześniej nie wiedzieliśmy… W zeszlym, 2019 roku, udało mi się kilka takich podróży odbyć. Mam oczywiście nadzieje i plany na kolejne wyprawy. Na pewno relacje z nich będą jeszcze wielokrotnie pojawiać się na moim blogu. A i Wam, drodzy czytelnicy, takie podróże serdecznie polecam!


Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *