Historie Przodkow,  Rodzinne Miejsca

Sukiennicy z Końskich

Szanowni Czytelnicy, w poniższej opowieści chciałabym w pewien sposób nawiązać do wątku z mojego poprzedniego wpisu. Wątku o XIX-wiecznych przeprowadzkach, poszukiwaniu szans na lepsze życie. Poprzednio opisałam historię podróży Jana Blajera. Pozwólcie, że dziś przedstawię Wam kolejnych „podróżników za pracą”, podróżników z nadzieją na lepsze jutro, a przy okazji moich przodków. Tym razem będzie to rodzina Szaychów. Byli to sukiennicy, którzy na przełomie XVIII i XIX stulecia osiedlili się w mieście Końskie.

Skąd dokładnie Szaychowie wywodzili się – nie jestem pewna. Raczej nie byli z pochodzenia Polakami. Już samo nazwisko brzmi raczej obco. Ponieważ po ich osiedleniu się w Polsce było ono przekręcane, zapisywane na kilka różnych sposobów, nie mam pewności jaka była jego pierwotna forma. W opowiadaniu moim przyjmę wersję Szaych – bo ta pojawia się najczęściej. A także dlatego, że tak właśnie na dokumencie z 1816 roku podpisał się mój przodek. To najstarszy własnoręczny podpis członka tej rodziny, który udało mi się odnaleźć. Wierzę, że mój 4xpradziadek sam najlepiej wiedział jak się zapisuje się prawidłowo jego nazwisko… Inne wersje nazwiska Szaych, z którymi się spotkałam to: Szejch, Saych, Szajch Sayech, Sajek, Szajek, Szay, Szejn itd.

Nazwisko te w podobnej formie pojawia się w archiwalnych XVIII-wiecznych rekordach w Czechach i na Słowacji. Mogę, wydaje mi się, zatem założyć, że także moi „Szaychowie” wywodzili się z regionów położonych na południe od naszego kraju. Co jeszcze na to wskazuje? To mianowicie, że mój 4xpradziadek Franciszek Szaych urodził się ok. 1792 roku w Karniowie. Karniów obecnie znajduje się w Czechach (Krnov), na Sląsku Opawskim. To praktycznie przy granicy z Polską – zaledwie 20 km od Głubczyc. W czasach gdy Franciszek przyszedł na świat region ten nazywano Sląskiem Austryjackim. Był on bowiem terytorium należącym do Cesarstwa Habsburgów.

Nie posiadam niestety aktu urodzenia 4xpradziadka Franciszka. Informacje, którymi dysponuję zostały zapisane w jego akcie znania. Czyli w poświadczeniu, które Franciszek złożył przed ceremonią ślubu z Agnieszką Będkowską (moją 4xprababcią) w 1813 roku. Akt znania był to dokument urzędowy spisywany w sytuacji kiedy ktoś – w tym wypadku właśnie mój przodek Franciszek – nie miał wymaganej w konkretnej sprawie cywilnej metryki. Rodzice Franciszka nie byli być może aż tak zapobiegliwi by zaopatrzyć się w akt urodzenia / chrztu syna przed wyjazdem z Karniowa…Może opuszczali miasto to w pośpiechu? Albo w czasie podróży dokument zaginął? Lub został zniszczony? Kto wie… W każdym razie okazało się, że akt znania jest niezbędny. W dokumencie tym dwóch niespokrewnionych i niespowinowaconych z moimi przodkami świadków potwierdziło tożsamość i pochodzenie Franciszka.

akt znania Franciszka Szajcha - sukiennika z Konskich
Akt znania Francisza Szajcha – sukiennika z Końskich

Z aktu wynika, że Franciszek wraz z rodziną (między innymi ojcem – również Franciszkiem) przybył do Końskich ok. 1801 roku, może troszkę wcześniej. Miał wtedy mniej więcej 9 lat. Dlaczego rodzice Franciszka zdecydowali się opuścić Karniów i Sląsk Austryjacki? Stuprocentowej odpowiedzi na to pytanie pewnie nigdy nie uzyskam… Ale jak zawsze – mam swoje przypuszczenia.

Otóż wydaje mi się, że przybycie Szaychów do Końskich wiąże się z wcześniejszą, bo zapoczątkowaną już w połowie XVIII stulecia, działalnością kanclerza wielkiego koronnego Jana Małachowskiego. Był on właścicielem dóbr Końskie Wielkie (tak dokładnie nazywała się wtedy ta miejscowość) i propagatorem rozwoju przemysłu, rzemiosła i handlu. W połowie XVIII wieku postanowił sprowadzić z terenów Saksonii, Prus Bawarii oraz właśnie Sląska kilkudziesięciu różnego rodzaju fachowców i rzemieślników wraz z rodzinami. Przede wszystkim sprowadzał specjalistów z zakresu przemysłu żelaznego, drzewnego i skórzanego. Mieli oni doprowadzić miasto i jego okolice do rozkwitu. Powstawały zatem w owym czasie na terenie dóbr kanclerza małe i większe fabryczki oraz manufaktury. Z tamtych czasów wywodzi się m.in. historyczna nazwa jednego z koneckich przedmieść – Bawaryja – jak łatwo się domyśleć, to tam właśnie zamieszkali osadnicy z południa dzisiejszych Niemiec…

fragment pałacu Małachowskich w Konskich
Fragment pałacu w Końskich – wybudowanego przez kanclerza Jana Małachowskiego. Moi przodkowie, sukiennicy, osiedlili się ok. 1 km od pałacu

Moi przodkowie, sukiennicy, osiedlili się w „dzielnicy” zwanej Kościeliska, pod numerem 7. Być może to informacje o rozwoju osady, dobrym traktowaniu przyjezdnych oraz o przywilejach nadawanych rzemieślnikom przez kanclerza Małachowskiego skłoniły rodzinę Szaychów do przybycia właśnie do Końskich.

Kościeliska to obecnie mała, spokojna uliczka z domkami jednorodzinnymi. Biegnie ona równolegle do niewielkiego, krętego strumyka… Sukiennicy często osiedlali się właśnie w pobliżu zbiorników wodnych. Szczególnie, jeśli oprócz samego handlu tkaninami, zajmowali się np. ich wytwarzaniem, wykańczaniem czy „upiększaniem”. Na przykład farbiarstwo wymagało stałego dostępu do czystej, płynącej wody. Tkaniny musiały być przecież płukane, czyszczone, prane…

Pozwolę sobie w tym miejscu na małą dygresję, kilka zdań o sukienniczej profesji. Czym bowiem zajmowali się sukiennicy? Określenie to kojarzy się dziś pewnie większości z nas z imponującą bryłą krakowskich Sukiennic. Ale sukiennicy oprócz handlu suknem, czyli tkaninami, byli też rzemieślnikami. Wytwórcami, którzy zajmowali się przerobem wełny, wyrobem tkanin wełnianych. Tam gdzie pracowali sukiennicy, powstawały zwykle również młyny folusznicze i postrzygalnie. Był to cały system produkcji. Dlatego pewnie w niektórych dokumentach Szaychowie – sukiennicy określani są także jako „fabrykanci”. W pierwszej połowie XIX-go stulecia słowo to oznaczało, nie tyle późniejszego „właściciela fabryki”, ale przede wszystkim przedsiębiorczego rzemieślnika, który coś wytwarzał, a potem sprzedawał, np.na targach, jarmarkach.
Z jednego z dokumentów, które posiadam wynika, że Franciszek Szaych (ojciec) opuszczał czasem Końskie, udawał się w podróże (w przypadku owego dokumentu była to podróż gdzieś w sandomierskie). Być może chodziło tu o wyjazd związany właśnie z handlem tkaninami…

Ulica Kościeliska w Końskich - to przy niej mieszkali "moi" sukiennicy
Ulica Kościeliska – widok obecny

Potok w Kościeliskach - sukiennicy zawsze osiedlali się w pobliżu zbiorników wodnych
Strumyk płynący przez Kościeliska – miejsce z pewnością niezwykle istotne dla moich przodków sukienników

Kiedy odwiedzając Końskie w 2019 roku spacerowałam ulicą, która po dziś dzień nazywa się Kościeliska, wyobrażałam sobie pracę i życie codzienne moich pra… Kręty strumyk płynie tam tak, jak w ich czasach… Oprócz tego, że domy przy ulicy są oczywiście nowoczesne, droga pokryta asfaltem, działa internet, myślę, że niewiele się tam zmieniło jeśli chodzi o krajobraz, wygląd okolicy. Pomimo upływu ponad dwustu lat od momentu gdy Szaychowie osiedlili się w Końskich… Akurat w tym przypadku mogłam z łatwością oczami wyobraźni przenieść się w ich czasy… Przyroda, krajobraz, pałac Małachowskich – to nie zmieniło się znacząco…

Co jeszcze wiem o rodzinie Szaychów? Z dokumentów wynika, że byli katolikami. Nie było to dla mnie od razu tak do końca oczywiste, bo wielu z osadników przybywających do Końskich było protestantami. Jan Małachowski wybudował dla nich nawet zbór. Ale budowla ta nie była chyba tak naprawdę potrzebna. Większość z nowoprzybyłych szybko zmieniła bowiem wyznanie na katolickie… Bezsprzecznie zmiana wyznania w ramach różnych odłamów chrześcijaństwa była w tamtych czasach praktyką częstą, popartą po prostu względami praktycznymi…

Na podstawie dokumentów można wnioskować, że Szaychowie należeli do średniozamożnego mieszczaństwa. W księgach parafialnych są bowiem zapisywani jako „sławetni” – a to określenie w XIX wieku zarezerwowane było właśnie dla tej grupy społecznej. Z pewnością byli też piśmienni. A przynajmniej część z nich. Także i w tym wypadku księgi parafialne potwierdzają ten fakt.

akt zgonu Franciszka Szajcha z 1816 roku
Akt zgonu Franciszka Szajcha sukiennika – seniora, z 1816 roku. Jego syn, a mój przodek podpisał się pod dokumentem.

Jak na odkrywanie historii przodka z początku XIX stulecia wydaje mi się, że mam o 4xpradziadku Franciszku Szaychu sporo informacji. Podsumowując je wszystkie; urodził się on w Karniowie, prawdopodobnie w 1792 roku z ojca także Franciszka (urodzonego w 1754r.). Był katolikiem i sukiennikiem. Ten zawód wykonywał także jego ojciec, brat i prawdopodobnie stryj, a potem także synowie. Czyli była to profesja rodzinna, tradycja przekazywana z ojca na syna. Kto wie, może i Szaychowie we wcześniejszych pokoleniach zajmowali się sukiennictwem? Co jeszcze wiem na pewno? Z pewnością Franciszek umiał czytać i pisać. Przypuszczam, że w handlu podstawy czytania, pisania i rachowania były niezbędne. Pewne jest także, że jako dziecko przybył wraz z rodziną do Końskich, gdzie mieszkał przy ulicy Kościeliska, pod numerem 7. Miał dwóch młodszych braci: Józefa urodzinego w 1795 roku i Antoniego urodzonego już w Polsce, w 1804 roku.

Brat Antoni po osiągnięciu wieku dorosłego nie pozostał w Końskich. Wyjechał z tego miasta, prawdopodobnie w poszukiwaniu lepszej pracy i perspektyw do Warszawy. Tam w 1832 roku poślubił pannę Juliannę Haupt, miał z nią co najmniej czwórkę dzieci, niestety wszystkie one umierały w dzieciństwie… Bardzo smutne…
Drugi brat mojego przodka, Józef, zmarł w 1840 roku; z aktu zgonu dowiadujemy się, że był kawalerem i tak jak brat i ojciec – sukiennikiem w Końskich.

Ale wróćmy do Franciszka. Jego życie, wydaje się, było szczęśliwsze od losów braci. W 1813 roku Franciszek poślubił Agnieszkę Będkowską, córkę Felicjana i Marianny, urodzoną w Wiśniczu, parafia Kozłów. W około rok po ślubie, 15 marca 1814 r., parze tej urodziło się pierwsze dziecko – Magdalena Elżbieta – moja 3xprababcia. Szajchowie mieli w sumie dziesięcioro dzieci – niestety nie wszystkie dożyły wieku dorosłego.

W dniu śmierci Franciszka, 4 grudnia 1842 roku, przy życiu pozostawała jego żona Agnieszka oraz pięcioro dzieci: dwóch synów: Ludwik August i Karol Adam oraz córki: Apolonia, Antonina i moja przodkini Magdalena Elżbieta. Wydaje się, że Karol i Ludwik kontynuowali rodzinną profesję. W odnalezionych przeze mnie, aczkolwiek niewielu, dokumentach ich dotyczących, także oni zapisywani byli jako fabrykanci i sukiennicy. Karol Adam zmarł bardzo młodo – w wieku 37 lat, pozostawiając wdowę Antoninę z Dembowskich oraz dwie małe córeczki: Józefę i Mariannę. O losach Ludwika nie mam wielu informacji, nie wiem czy założył rodzinę, kiedy zmarł. Prawdopodobnie wyjechał z Końskich. To samo dotyczy Apolonii. Antonina Szaych, córka Franciszka, wyszła za mąż za Stanisława Barańskiego. Zamieszkali oni po ślubie w Sierosławicach, tam też Antonina zmarła w 1882 roku. Udało mi się ustalić, że potomkowie Antoniny i Stanisława żyją po dziś dzień. I przynajmniej część z nich także interesuje się genealogią!

Moja przodkini, najstarsze dziecko Franciszka Szaycha – Magdalena Elżbieta, w 1840 roku poślubiła Antoniego Rasińskiego, w owym czasie dzierżawcę jednego z koneckich szynków. Miała z nim czworo dzieci. Po kilku latach wspólnego życia także Magdalena i Antoni wyjechali z Końskich. Osiedlili się na ziemi łódzkiej… Magdalena o rok „przeżyła” młodszą siostrę Antoninę – zmarła w 1883 roku w Masłowicach, gdzie po śmierci męża, mieszkała przy synu i synowej.

Po mniej więcej 50 latach od przybycia na ziemię konecką, potomkowie Franciszka Szajcha, sukiennika ze Sląska Austryjackiego opuścili Końskie i wyruszyli w dalszą drogę, szukając nowych szans na lepsze życie…

Taka jest właśnie historia moich przodków z rodziny Szaych… Sukienników w podróży po lepsze jutro.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *