Historie Przodkow,  Rodzinne Miejsca

Łódzcy Tkacze

W 2019 roku miałam okazję pierwszy raz w moim życiu zwiedzić piękne miasto Łódź. Wiele razy podróżując ze Sląska nad morze, przejeżdżałam przez to miasto, ale nigdy nie miałam okazji zatrzymać się tam choćby na chwilę. Odkrywanie genealogii mojej rodziny spowodowało, że zapragnęłam odwiedzić tę, leżącą w samym sercu naszego kraju, aglomerację. Okazało się bowiem, że część moich pra… przez cały XIX wiek mieszkała w Łodzi i należała do grupy tysięcy łódzkich tkaczy. Tkaczy, którzy przecież zbudowali i rozsławili to miasto.

Stare krosno - na takich pracowali łódzcy tkacze
Stare krosno – na takich pracowali łódzcy tkacze

Łódzcy tkacze. Pewnie, tak jak i mnie, także Wam, Drodzy Czytelnicy, te dwa slowa przywołują natychmiast obrazy z „Ziemi Obiecanej”… Jak tylko odkryłam „łódzki ślad” w histoii mojej rodziny, od razu sięgnęłam po dzieło Reymonta… Czytałam je już w liceum, ale wtedy był to po prostu szkolny obowięzek. A za drugim razem, była podróż w czasy i życie moich przodków… Chęć zanurzenia się w ich świecie, próba spojrzenia na niego Ich oczami. I przyznam Wam szczerze, było to zupełnie inne doświadczanie literatury. Każda opisana przez Reymonta scena, każda ulica, opis miasta i jego mieszkańców – były jak fascynująca podróż w czasie, jak odkrywanie cząstki siebie.

Ale Reymont opisywał Łódź z przełomu XIX i XX wieku, a moi przodkowie żyli tam już sto lat wcześniej. Pozwólcie, że opowiem Wam ich historię. Przecież tak mocno wplątaną w dzieje XIX-wiecznej Łodzi.

Zaczyna się ona od Jana Bassy i Zofii Depczyńskiej, moich 4xpradziadków. Jan i Zofia wzięli ślub 9-go lutego 1819 roku w parafii Mileszki. Dla tych wszystkich, którzy nie znają historii czy nawet topografii dzisiejszej Łodzi dodam, że Mileszki to nazwa jednej z wielu miejscowości, z których dzisiejsza Łódź powstała. W XVIII i na początku XIX stulecia co prawda istniała już osada Łódź, ale była maleńka. Sąsiadowała ona z kilkoma innymi osadami, folwarkami i wsiami. Dziś one wszystkie tworzą miasto Łódź. Osobnymi bytami były wtedy, oprócz Mileszek, mi.in. Wiączyń, Retkinia, Rokicie, Widzew, Zakrzew, Bałuty, Radogoszcz, Chojny, Wiskitno czy Łagiewniki. Nazwy te funkcjonują po dziś dzień, ale teraz oznaczają po prostu dzielnice Łodzi.

Ale wróćmy do moich przodków. Zarówno Jan jak i Zofia pochodzili z tych właśnie, malutkich, zagubionych wśród borów i pól wiosek. Jan wywodził się z położonego na wschód od obecnej Łodzi Wiączyna, a Zofia prawdopodobnie z Dąbrowy, ówcześnie należącej do parafii Skoszewy. Oboje przyszli na świat pod koniec XVIII stulecia, kiedy Łódź była małą osadą, bez większego znaczenia nawet w skali regionalnej. Z aktu wizytacji z 1770 roku możemy dowiedzieć się, iż liczyła ona wtedy ok. 380 mieszkańców, miała 65 domów i 55 stodół. Tylko jeden mieszkaniec trudnił się wtedy tkactwem. W tamtym czasie został wybudowany najstarszy łódzki kościół – pod wezwaniem Wniebozięcia NMP (obecne św. Józefa). Wzniesiono go on na tzw. Górkach Plebańskich, czyli najwyższym punkcie wsi (obecnie Plan Kościelny). Kościółek służy Łodzianom do dziś, z tym że, w 1910 roku robotnicy fabryki Poznańskiego przenieśli go w okolice ulicy Ogrodowej. Ponoć wystarczył im na tę operację tylko jeden dzień!

Stary kościółek św. Józefa - obecnie przy ulicy Ogrodowej
Stary kościółek św. Józefa – obecnie przy ulicy Ogrodowej

Jan i Zofia, jak wspominałam wcześniej, wzięli ślub w parafii Mileszki. Tam też pod koniec 1819 roku urodził się ich syn, a mój 3xpradziadek Jędrzej Bassa. Mileszki to jedna z najstarszych osad, z których rozrosła się dzisiejsza Łódź. Na jej terenie wcześniej znajdowała się osada słowiańska. Pierwszy kościółek w Mileszkach wybudowany został już w 1048 roku – jak podaje Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego – na miejscu pogańskiej świątyni. Niestety zabytkowy kościółek św. Doroty, gdzie ślub wzięli moi przodkowie spłonął w 2015 roku… Ja nie zdążyłam już go zwiedzić….

Zabytkowy kościółek w Mileszkach
Zabytkowy kościółek w Mileszkach, który spłonął w 2015 roku.
Za : By Krzysztof T. miw – Fotografia własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=1267821

Mileszki są więc znacznie starsze od samej Łodzi. Powolny rozwój terenów łódzkich, miał miejsce jużw czasach dzieciństwa Zofii i Jana. W 1790 roku na przykład, ówczesny właściciel dóbr Mileszki – Jan Stetkiewicz na wylesionych gruntach na wschód od Widzewa założył małą osadę olęderską – Janów. Takich nowych „olęderskich” wsi powstawało z czasem coraz więcej. Sama nazwa „olęderski” pochodzi od pierwszych osadników sprowadzanych na teren Wielkopolski i środkowej Polski w XVII i XVIII stuleciu – autentycznych Holendrów – czyli dawniej Olędrów. Potem, tak jak w przypadku Łodzi, nazwa ta oznaczała jakichkolwiek przybyszów z zachodniej Europy.

Kiedy po III rozbiorze Łódź i okoliczne tereny dostały się pod panowanie pruskie, administracja berlińska zwóciła uwagę na słabe zaludnienie terenów dookoła miasteczka i znaczny ich potencjał oraz możliwości osadnicze. W pierwszym dwudziestoleciu XIX wieku pełne zwierzyny okoliczne bory przemieniały się dość szybko w dobrze funkcjonujące wsie czynszowe; powstała wtedy m.in. Nowosolna (Salzfeld), w której osiedlili się praktycznie tylko przybysze z terenów niemieckojęzycznych.

Jednak prawdziwy rozwój Łodzi nastąpił w okresie Królestwa Polskiego; w 1815 roku burmistrz Szymon Szczawiński pisał do władz nowo ustanowionego organizmu państwowego w sprawie możliwości przekształcenia Łodzi w ośrodek przemyłowy. W 1820 roku przybył do miasteczka Radca Stanu Rajmund Rembeliński. Myślę, że można spokojnie nazwać go ojcem chrzestnym przemysłowej Łodzi. To on raportował do władz w Warszawie o korzystnym położeniu tej miejscowości. Zwracał uwagę na bogate w drewno lasy, przez które przepływały liczne potoki zasilające rzeczkę Łódkę. Rembeliński rekomendował budowę młynów, cegielni i folusza. Folusz to budynek położony nad wodą, gdzie mówiąc w skócie, produkowano tkaniny wełniane. 30 stycznia 1821 roku Rembeliński otrzymał od władz Królestwa pełnomocnictwo by przekształcić łódzkie tereny w prężnie działający ośrodek sukiennictwa. I wtedy to właśnie w mieście zaczęli pojawiać się pierwsi łódzcy tkacze.

W tym samym 1821 roku umarł mając zaledwie 26 lat mój 4xpradziadek Jan Bassa. Jego malutki synek miał wtedy zaledwie 2 lata… Wdowa Zofia kilka lat później, w 1824 roku, wzięła ponownie ślub, tym razem z kawalerem z Nowosolnej, Piotrem Paszkowskim. Z aktów stanu cywilnego, do których udało mi się dotrzeć, wynika, że przodkowie moi przemieszczali się po okolicznych miejscowościach. Jak domyślam się – w związku z pracą. Mieszkali w Nowosolnej, Mileszkach, Dąbrowie (parafia Skoszewy) oraz w Zgierzu. I właśnie tam, w 1845 roku, mając ok. 50 lat zmarła moja 4xprababcia Zofia.

Czy Jędrzej towarzyszył matce i jej nowemu mężowi w tych wędrówkach za pracą? Czy pozostał w Mileszkach pod opieką jednego ze swych stryjów, Józefa lub Wawrzyńca? Tego nie wiem. Pewne jest tylko, że w 1850 roku Jędrzej Bassa, wtedy na pewno przebywający w Mileszkach, wziął ślub z panną Ludwiką Wegner. A dwa lata później także w tamtejszej parafii został ochrzczony ich syn, a mój prapradziadek Marcin Bassa. Jędrzej pracował pradopodobnie jako tkacz, a w każdym razie wykonywał pracę związaną z tkactwem czy szerzej mówiąc sukiennictwem.

A co działo się wtedy w Łodzi? Miasto rozwijało się. Ulice i place zostały uregulowane, powstawały nowe zakłady przemysłowe. Tak jak sugerował Rajmund Rembeliński – najpierw cegielnia (by wznosić bez problemu nowe budynki), potem folusz. Pojawiali się coraz to nowi majstrowie i czeladnicy sukiennictwa. W latach 1824-25 przybyło ich do Łodzi 88. Byli to zwykle przybysze z Wielkopolski, Saksonii, Moraw, Czech i Sląska. W tamtym czasie pojawił się w mieście pierwszy prawdziwy łódzki przemysłowiec, przybyły z Chodzieży nad Notecią, Gotlieb Sänger. Wybudował on w Łodzi gmach farbiarni, która farbowała 5000 sztuk sukna rocznie. Krótko potem zaczęły pojawiać się kolejne duże zakłady; był to zakład płócienniczy Kopischa, farbiarnia Langego, przędzalnie Wendischa, zakład bawełniany Greyera (przemieniony później na tzw. Białą Fabrykę). Łódzcy tkacze, których liczba ciągle zwiększała się zaczęli w tym czasie zakładać w mieście swoje cechy.

W latach 30-tych XIX wieku powstała także słynna główna arteria miasta – ulica Piotrkowska. W połowie XIX wieku Łódź miała już około 15 tysięcy mieszkańców. Wtedy to też stała się najpoważniejszym ośrodkiem włókienniczym w Polsce. Była już wtedy Łódź miastem kosmopolitycznym; Polacy stanowili jedynie ok. 41 % jej mieszkańców, Niemcy ok. 38%, a Zydzi ok. 10%. Trzeba jednak dodać, że z czasem spora część osadników niemieckich spolonizowała się. Być może z takiej właśnie rodziny pochodziła Ludwika Wegner, moja prapraprababcia. W każdym razie jej nazwisko może na to wskazywać. Wegnerowie mieszkali w Jędrzejowie – Olędrach, czyli być może byli osadnikami … Czy z terenów dzisiejszych Niemiec czy np. z Moraw lub Wielkopolski – może kiedyś uda mi się to ustalić.

Ulica Piotrkowska - obecnie
Ulica Piotrkowska – obecnie

Warto dodać, że szybko rozwijająca się Łódź połowy XIX stulecia, chociaż przemysłowa, wydawała się być ładnym miastem. Ulica Piotrkowska obsadzona była wtedy piąknymi, wysokimi topolami, wiele fabryk czy budynków użyteczności publicznej było pięknie zaprojektowanych, eleganckich. Założono też pierwszy park miejski zwany Kwelą (Zródliska).

Na przełomie lat 50-tych i 60-tych XIX wieku w miejście zaczęło robić się ciasno. W takiej to właśnie coraz większej, coraz szybciej rozrastającej się Łodzi dorastał mój prapradziadek Marcin Bassa. Również i on wychowywał się bez ojca; Jędrzej zmarł bowiem w 1856 roku, kiedy Marcin miał zaledwie cztery lata.

Na szczęście Ludwika dożyła dorosłości syna. Nie wyszła drugi raz za mąż, pewnie pracowała i wychowywała syna sama. Ludwika miała kilkoro rodzeństwa. Mam nadzieję, że pomagali oni mojej prapraprababci. W tamtym czasie bycie samotną mamą było zapewne bardzo ciężkim wyzwaniem. Czy Ludwika zajmowała się tkactwem? Jest to dość prawdopodobne, ale pewności oczywiście nie mam. Niestety i Ludwika zmarła dość wcześniej bo w wieku ok. 57 lat w 1883 roku. W tym samym roku, ale kilka miesięcy po śmierci matki Marcin ożenił się z panną Marcjanną Piasecką. Marcin był tkaczem, łódzkimi tkaczami byli także świadkowie na jego ślubie, a później także – chrzestni jego dzieci.

Co ciekawe w tym czasie rodzina posługiwała się już zmienioną wersją nazwiska; z Bassa / Basa stali się Basińskimi. Nie wiem dokładnie kiedy i dlaczego Ludwika i jej syn Marcin postanowili zmodyfikować swe nazwisko, ale miało to miejsce między rokiem 1856 kiedy zmarł Jędrzej, a 1883 kiedy zmarła Ludwika. W jej akcie zgonu jest już bowiem zapisana jako Basińska, tak samo Marcin w swym akcie ślubu. O nazwiskowych łamigówkach, w tym o Bassa – Basińskich, pisałam już w jednym z wcześniejszych artykułów (Nazwiska, nazwiska …). Wydaje mi się, że w tym wypadku w grę mogą wchodzić dwa powody tej zmiany. Tak jak wspominałam, Łódź była w tamtym czasie miastem kosmopolitycznym, wielonarodowym. Być może Ludwika i Marcin w tym narodowościowym, religijnym i językowym tyglu chcieli podkreślić swoją Polskość? Basiński brzmi przecież znacznie bardziej polsko niż Bassa…

A może w grę wchodziły patriotyczne uczucia rozbudzone w trakcie i po Powstaniu Styczniowym? W przeciwieństwie do Powstania Listopadowego, które praktycznie przeminęło w Łodzi bez echa, łódzcy tkacze zaangażowali się w walki 1863 roku. A łódzkie kobiety- szwaczki, ofiarowały nawet Powstańcom, niezwykle piękny, wykonany przez siebie sztandar z Matką Boską. Kto wie, może i Ludwika przy nim pracowała… Powstańcza partyzantka w samym mieście i jego okolicach była bardzo aktywna. A Łodzianie wspierali ją jak mogli, za co pod koniec 1863 spadły na miasto liczne represje.

W latach 70-tych i 80-tych XIX stulecia Łódź stawała się już prawdziwą europejską metropolią przemysłową. Pojawił się wielki kapitał, a miasto wyglądało już jak z kart powieści Reymonta. Od 1866 roku Łódź miała już połączenie przez Koluszki z linią Kolei Warszawsko – Wiedeńskiej. Spowodowało to oczywiście jeszcze szybszy rozwój miasta. Budowano coraz więcej, z coraz to większym rozmachem. Powstało całe osiedle fabryczne Księży Młyn Scheiblera, imperium Izraela Poznańskiego przy Ogrodowej, ale wzdłuż Piotrkowskej funkcjonowało ciągle jeszcze sporo niewielkich, niezależnych warsztatów tkackich. W tamtym czasie właściwie w co trzecim domu przy tej ulicy słychać było stukot maszyn i krościen tkackich. Łódź sprowadzała surowce z Ameryki Południowej, Indii czy wschodnich rubieży Rosji i wysyłała gotowe produkty na cały świat… Warto przytoczyć w tym miejscu tylko jeden fakt by zobrazować rozwój Łodzi – między rokiem 1866 a 1900 wartość produkcji łódzkiego przemysłu włókienniczego zwiększyła się o 28 razy…

A co działo się u Marcina i Marcjanny?
W kolejnych latach po ślubie na świat przychodziły ich dzieci. Jako pierwszy, w 1884 roku urodził się Leonard, po nim, w 1886 roku Bolesław, a dwa lata później moja prababcia Zofia. W 1890 roku pojawił się syn Stanisław, a po roku – Władysław, natomiast w 1893 roku córka Józefa. Niestety Leonard, Bolesław i Stanisław zmarli we wczesnym dzieciństwie. Prababcia Zofia wychowywała się zatem tylko z dwójką rodzeństwa. Bardzo chciałabym wiedzieć jak żyła, gdzie dokładnie mieszkała, co myślała o mieście w którym spędziła początek swego życia… Niestety tego nigdy się nie dowiem…

Ale wiem jak wygłądała Łódź jej dzieciństwa. Akcja „Ziemi Obiecanej” Reymonta toczy się bowiem dokładnie w jego czasach. A jako że jej Tato był tkaczem, myślę, że obraz przedstawiony w powieści odpowiada temu w czym uczestniczyła rodzina Basińskich. Nie byly to łatwe czasy. Z jednej strony postępująca rewolucja przemysłowa, niesamowity rozwój miasta, tramwaje na oświetlonych gazowymi latarniami ulicach, piękne parki, kamiennice, teatry i kipiące przepychem pałace fabrykantów. Ale z drugiej – bieda i ciężki los niższych warstw społecznych, wyzysk i choroby, często nieludzkie warunki mieszkaniowe, brak dostępu do podstawowych usług medycznych.

Wnętrze Pałacu Poznańskiego
Wnętrze Pałacu Poznańskiego

Normą był ponad 11-godzinny dzień pracy, a wynagrodzenia robotników nie zawsze wystarczały na podstawowe potrzeby ich rodzin. Ciągle rosły też ceny… Zapewne i rodzina Basińskich nieraz stykała się z trudnościami dnia codziennego. W Łodzi coraz aktywniej działały różnego rodzaju organizacje socjalistyczne i robotnicze; PPS, SDKPiL czy żydowski Bund. W mieście zaczynało wrzeć. Niektóre z organizacji łączyły żądania poprawy warunków pracy i życia z postulatem odzyskania niepodległości. I tak 12 grudnia 1904 roku w kościele św. Krzyża, który był parafią moich przodków, doszło do patriotycznej manifestacji. Tłum zgromadzony na nabożeństwie zaintonował „Boże coś Polskę”. To oczywiście spowodowało przysłanie pod świątynię sotni kozaków. Wszyscy mężczyźni zostali aresztowani. Czy był wśród nich Marcin – nie wiem. Ale rodzina na pewno była świadkami tych wydarzeń. Od tego momentu praktycznie co chwile wybuchały w mieście nowe niepokoje. Uliczne rozruchy, strajki i manifestacje trwały przez cały 1905 i 1906 rok. Łódzcy tkacze walczyli go godne życie.

To wszystko obserwowała młodziutka Zofia, która kontynuując rodzinną tradycję została krawcową. W 1907 roku Zofia Basińska poślubiła mojego pradziadka Wawrzyńca Rasińskiego. Wawrzyniec nie pochodził z Łodzi. Urodził się i spędził całe dzieciństwa w malutkiej wiosce Ochotnik, niedaleko Radomska. Przypuszczam, że do Łodzi przyjechał w poszukiwaniu pracy, z nadzieją na możliwość rozwoju, nauczenia się czegoś nowego, poznania „wielkiego świata”. W 1910 roku w Łodzi, a konkretnie w Radogoszczu, na świat przyszedł mój dziadek, Wacław. Dziadek zapewne, choć nigdy nie miałam możliwości zapytać Go o to, nie miał żadnych konkretnych wspomnień dotyczących Łodzi. Bowiem pod koniec 1914 roku Rasińscy opuścili to miasto. I już nigdy do Łodzi nie wrócili.

Myślę, że decyzja o wyjeździe spowodowana była wybuchem pierwszej wojny światowej. Na przełomie listopada i grudnia 1914 miała miejsce przecież bitwa pod Łodzią, stanęło wtedy przeciw sobie do walki ok. 700 tysiecy żołnierzy! Przez miasto ciągnęły wojska, transporty rannych. A moja prababcia oczekiwała wtedy kolejnego dziecka… Myślę, że dla młodej rodziny bezpieczniejszym było udanie się w spokojniejsze rejony, z których pochodził Wawrzyniec. Tam już po wojnie pozostali. Mój pradziadek najpierw współtworzył polską administrację w gminie Masłowice (pracowal tam jako asystent sekretarza), a potem pracował jako urzędnik kolejowy.

Wśród członków rodziny łódzkie wspomnienia z czasem wyblakły… I gdyby nie wpis w akcie urodzenia mojego dziadka, pewnie i ja nigdy nie zainteresowałabym się historią tego miasta. A przecież to także moi przodkowie, łódzcy tkacze, a wcześniej tamtejsi rolnicy, stworzyli to miasto, jego sławę i wielkość.

2 komentarze

    • Elzbieta

      Pewnie Łódź lat 50-tych była zupełnie inna niż ta dzisiejsza. Bardzo żałuję, że nie odwiedziłam tego miasta wcześniej… Jest fascynujące.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *